W związku z trwającymi pracami nad rozbudową stroną internetową Rzozow.pl, zwracamy się z wielką prośbą do mieszkańców o przesyłanie materiałów, które mogły by być przydatne... Zobacz

Strzygoniowe zasadzki

W przydrożnej karczmie w Rzozowie przy długich lawach siedzą gospodarze, popijając cienkie piwo. Rozprawiajają o minionym dniu, ucieczce młynarzowego parobka z córką kowala, cenach zboża. W kącie pod oknem kupcy, zmęczeni długimi targami, narzekają na nowo wprowadzony podatek. Ubrany w poplamiony fartuch Żyd krząta się koło lady, nucąc chasydzkie melodie.

Nagle drzwi otwierają się z impetem. Do środka wpada pobladła i przerażona kobieta, właścicielka pobliskiego majątku.

– Ludzie! Czarta widziałam!

– Co takiego? Gdzie? Gadajcie! – przekrzykują jeden przez drugiego.

– Dajcie mi najpierw gorzałki! Inaczej nic nie powiem! – mówi zdyszana.

Robią jej miejsce koło siebie. Podają wódkę. Kupcy przerywają dysputę i przybliżają się do kobiety. Ta wypiwszy jednym hustem, zaczyna mówić:

– Jadę ja sobie spokojnie trakiem przez wieś. Naglę widzę – krajem drogi ktoś jedzie. Przyglądam ja ci się, patrzę i oczom nie wierze! Biała postać na koniu wiezie przed sobą jakby nieboszczyka! I to bez głowy! Blade ciało zwisa bezwładnie! Piersi okrutnie podrapane.

Krzyknęłam „Jezus, Maryja!”. Wtedy straszydło łypnęło na mnie oczami. O Boże, jak sobie przypomnę! Były wyłupiaste, do sowich ślepiów podobne . Jarzące się piekielnie to na żółto, to na czerwono. Do tego mokre, oblepione trawą włosy i sina twarz!

– I co dalej?

– Nic dalej. Krzyknęłam na woźnicę, aż podskoczył na koźle. Od tego krzyku tak pognały konie, że dopiero tu się zatrzymaliśmy.

– Ciekawe, co to było?

– To musi być strzygoń – zawyrokował najstarszy z gromady. – I widać temu biedakowi z oderwaną głową nie udało się go pokonać.

– A to da się z takim wygrać?

– Nie inaczej. A dyć pamiętacie, co się zdarzyło pięć Roków temu?

Nie wszyscy jednak pamiętali, więc starzec zaczął opowiadać.

– Powiadano w Jaśkowicach, jak to grabarzowi strzygoń ukazał się na cmentarzu. Wyszedł z grobu, zdjął śmiertelną koszulę i udał się w stronę wsi. Wtedy grabarz pognał w te pędy do plebana. Ten naradził się z organistą i nakazał grabarzowi iść w nocy na cmentarz, wziąć koszulę strzygonia i uciec z nią na dzwonnicę. Grabarzowi ciarki przeszły po plecach, ale słowo dobrodzieja święte.

Kiedy strzygoń wrócil o północy na cmentarz, nie znalazł koszuli. Pobiegł za grabarzem na dzwonnicę i zawołal:

– Oddasz mi moją koszulę?!

Odważny grabarz dziarsko krzyknął:

– Nie oddam!

Rozsierdzony strzygoń zaczął wyłazić po schodach, a wtedy kur zapiał. Grabarz pociągnął za linę, dzwon wydał donośny dźwięk i straszydło spadło z hukiem n ziemię. Zanim grabarz zszedł z dzwonnicy, stwór zamienił się w smolistą maź, która szybko wyparowała.

– A jak poznać, czy to zmora, strzygoń, czy może boginka? – zapytała zaciekawiona pani.

– Starzy ludzie powiadają, że strzygoniem może być ten, kto był nim za życia. Po śmierci ma różową gębę, otwarte oczy, ciepłą skórę i wyprężone nogi. Gadają też, że dziecko, co ma być strzygoniem, rodzi się z przednimi zębami. Trza mu więc dać dwa imiona, bo ma dwa duchy.

– A jest na takiego sposób?

– Mówią, że po śmierci trza mu podciąć nogi pod kolanem, ręce w łokciu i wyrwać język, żeby strzygoń nie mógł chodzić, dusić i mówić.

– Po tych opowiadaniach dziś nie wracam do domu – rzekła zmęczona pani i zapytała:

– Udzielicie mi, gospodarzu, noclegu ?

Opracowanie: Renata Bysina i Agnieszka Mikulec
Źródło: Wydawnictwo pod honorowym patronatem Burmistrza Miasta i Gminy Skawina Adama Najdera „ Legendy i bajania Gminy Skawina”.

 

Pogoda w Rzozowie

Logo Rzozowa

logo Rzozowa

Rzozów na facebooku